piątek, 22 marca 2013

Tradycje związane z obrzędowością Wielkanocy w powiecie tarnogórskim.



Dawne tradycje związane z obrzędowością Wielkanocy w naszym regionie.
(dzisiaj coś z etnografii naszego powiatu, ponieważ zbliżają się Święta Wielkanocne polecam kilka słów na ten temat)

    
 Chociaż czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, nasza teraźniejszość silnie splata się z przeszłością.  Zbliżają się Święta Wielkanocne, z którymi od wieków związane są liczne obrzędy i tradycje, niektóre sięgające jeszcze czasów przedchrześcijańskich.  Na Śląsku bardzo popularna była tzw. niedziela goikowa (dwa tygodnie przed Wielkanocą), która inicjowała cały cykl obrzędów wielkanocnych.  Związana była ze zmieniającą się porą roku. W tym dniu żegnano zimę, której symbolem była Marzanna lub Marzeniok (w Brynicy), wynoszono ją nad rzekę lub inny zbiornik wodny i topiono, niekiedy palono słomianą kukłę lub wywożono poza wieś na wózku. 

 Zwyczaj topienia Marzanny nie zmienił się na Śląsku od wielu lat, fot. z lewej wykonano w latach trzydziestych w Reptach Śl., fot. z prawej w 2011r. w WPKiW w Chorzowie podczas prezentacji zwyczaju przez zespół folklorystyczny "Brynica"

Potem wprowadzano do wsi Goik ze świerkowych lub jodłowych czubków,  ustrojony kolorowymi wstążkami i pisankami – symbolizowały one nadchodzącą wiosnę. Dziewczęta obchodziły z goikami gospodarstwa, śpiewając piosenkę:
„Do tego tu domu wstępujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy…
Nasz Goik zielony, pięknie ustrojony…”

                                      fot. Maria Kowalska wykonane w Brynicy w 2011r.

Gospodarze obdarowywali dziewczęta słodyczami lub pisankami w zamian za życzenia, które miały zapewnić im dobre urodzaje i dostatek. Stroik niekiedy wbijano w ziemię w centralnej części wsi, ozdobione gałązki z niego wtykano w stodoły, budynki, co miało uchronić przed nawałnicami. Od początku lat dziewięćdziesiątych XXw. zwyczaj ten jest prezentowany w Brynicy, w skansenie w Chorzowie i In. miejscach. (kliknij w poniższy link i zobacz fragment filmu Ryszarda kowalskiego obrazujący zwyczaj Marzanny i Goika
 http://www.youtube.com/watch?v=AxSdxJTvddI&feature=share&list=UUEcryCDMXAn0zTVw4_l-dFw
Na tydzień  przed Wielkanocą w kościołach uroczyście obchodzi się Niedzielę Palmową – która ma przypominać wiernym uroczysty wjazd Jezusa  do Jerozolimy. W tym dniu święci się palmy wielkanocne, skomponowane najczęściej z witek wierzbowych (obecnie z  dodatkiem bukszpanu, żonkili itd.). Poświęcone palmy miały w domu zapewnić bezpieczeństwo, chronić przed burzami, chorobami etc. Z nich także wykonywano małe krzyżyki, które wtykano w pola wczesnym świtem w Wielki Piątek (po obmyciu rytualnym w rzece lub innym zbiorniku wodnym). Miały one ustrzec zbiory i zapewnić obfite plony (w XIXw. krzyżyki wtykano w pola wczesnym rankiem w niedzielę wielkanocną)
Na Śląsku  popularne było wystawianie Pasji mającej przypomnieć sceny z Męki Pańskiej  ( w Niedzielę palmową lub na początku Wielkiego Tygodnia.)
Wielki Tydzień obfitował  w wiele zwyczajów nawiązujących do scen z życia Jezusa, m.in. tzw. palenie żuru (w Wielka Środę na pamiątkę poszukiwania Jezusa z pochodniami w Ogrodzie oliwnym). W Wielki Czwartek podczas  uroczystej Mszy św. dokonuje się rytualnego obmycia nóg dwunastu mężczyznom (tzw. Mandatum na pamiątkę obmycia nóg apostołom przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy), od Wielkiego Czwartku milkły dzwony, używano tylko drewnianych kołatek (klekotek).
W Wielki Piątek przed świtem udawano się nad rzeki, strumyki lub inne zbiorniki wodne, aby dokonać rytualnego obmycia (pamiątka przejścia Jezusa przez rzekę Cedron ). Wierzono, że w tym dniu woda ma właściwości uzdrawiające, przynoszono ją także do domów (dla osób chorych i starszych) oraz zwierząt. Przed i po myciu odmawiano szeptem modlitwę, klęcząc z głową zwróconą w kierunku wschodzącego słońca. Wszystko odbywało się w całkowitej ciszy, podczas drogi nad rzekę i powrót do domu nie wypowiadano żadnego słowa. Zwyczaj ten jest do dzisiaj praktykowano w wielu miejscach, m.in. w Brynicy. 
Fragment filmu autorstwa Ryszarda Kowalskiego obrazującego zwyczaje i tradycje ludowe w powiecie tarnogórskim.

W Wielki Piątek przygotowywano grób Pański, wierni tłumnie go odwiedzali (obecnie tradycja ta jest praktykowana głównie w Wielką Sobotę). W sobotę święci się w kościołach pokarmy (zwyczaj ten jest znany już od VIII w. – L. Siemieński „Pisma”). Przez kilka stuleci zachował się on w niemal niezmienionej postaci, zapewniać ma zdrowie, ze „święconki” nie wolno było niczego zmarnować. Skorupki wyrzucano do ogrodów, aby uchroniły zbiory przed szkodnikami.
W Wielką Sobotę, wczesnym rankiem,  przy kościele lub na cmentarzu rozpalano duże ognisko, po poświeceniu ognia przez księdza zapalano świeco i wnoszono „święty” ogień do kościoła oraz zanoszono go do domów. Obecnie ogień i wodę święci się w kościołach podczas wieczornych uroczystości wielkosobotnich. Kapłan przed kościołem wskrzesza ogień (symbol Chrystusa – w słowach modlitwy nazwany „prawdziwym kamieniem węgielnym” udzielającym „ognia światłości”), od którego zapala się świecę paschalną. Woda natomiast jest znakiem Ducha Świętego, w hymnie „Veni Creator” nazwanego „źródłem żywym”, mającym odwracać choroby, udzielać łask i zapewnić bezpieczeństwo. Bicie dzwonów na koniec wielkosobotnich uroczystości oznajmia radosne Alleluja Zmartwychwstanie Pańskie.
Na Śląsku popularny był również zwyczaj „potrząsania” drzew, (w Wielką Sobotę) aby obudzić je ze snu zimowego i skłonić do obfitych plonów (na wszelki wypadek właściciele ogródków mogą ten zwyczaj szybko reaktywować, co może przynieść im korzyści).
W niedzielę wielkanocną śniadanie rozpoczynano od „święconki”, po długim okresie postu znakomicie smakują wędzonki, szynki i kiełbasy. Nie mogło zabraknąć pięknych pisanek (kroszonek), barwionych cebulą, korą olszy, brzozy lub dębu albo pędami młodej pszenicy lub żyta i zdobionych metodą drapania lub woskowania w dowolny sposób.
Do dnia dzisiejszego zachował się zwyczaj „lanego poniedziałku” (śmigus dyngus), panny w tym dniu obdarowywały kawalerów, którzy przyszli polać je wodą pięknie zdobionymi kroszonkami.
W niektórych rejonach (Pietrowice Wielkie) zachował się do dzisiaj także piękny zwyczaj konnych procesji, połączonych z objazdem pól.

Opracowanie: Irena Lukosz Kowalska
Realizacja filmów: Ryszard Kowalski.


piątek, 8 marca 2013

Markiza La Paiva - hrabina Blanche Henckel von Donnersmarck.



Markiza La Paiva  -  
 hrabina Blanche Henckel von  Donnersmarck.

 Co łączy Świerklaniec z Paryżem,
czyli historia najsłynniejszej „femme fatale” XIX wieku.

Burzliwe romanse, miłość, brylanty…. historia jak z ckliwego romansidła, prawie niemożliwa, a jednak…

Początek XIXw.  – 7 maja 1819r. na świat przyszła Esther Lachmann – córka Martina Lachmann i Anne Marie Klein. Urodziła się prawdopodobnie w Moskwie, (niewykluczone, że rodzice jej pochodzili z Polski), sama Esther  (Thérèse Pauline Blanche Lachmann lubiła otaczać się nimbem tajemniczości i sugerowała, że jest być może nieślubną  córką księcia Konstantego Pawłowicza (E. Le Senne „Madame de Paiva”). Dzieciństwo spędziła w biednej rodzinie w Moskwie, w 1836 roku wyszła za mąż za Francois Hyacinthe Antoine Villoing (ur. w 1810r. w Paryżu),  rok później  urodziła syna, któremu dano na imię Antoine (zmarł w 1862r).

1/ Esther Lachmann?  (zdj. prawdopodobnie przedstawia tancerkę grającą rolę Paivy)– francuski fot.
 Archiwum  Charmet Bibliotheque Nationale, Paris, France
2/Esther
3/dagerotyp – Therese Lachmann
4/ Markiza La Paiva ok. 1860 , Photography Alophe

Inteligentna i piękna rudowłosa Esther „dusiła się” w  związku z biednym krawcem, porzuciła go i swojego małego synka i ruszyła  na podbój Paryża. 


Obdarzona nieomal egzotyczną urodą szybko zwróciła na siebie uwagę. Pierwszym „poważnym” amantem, (niektóre źródła podają, że byli małżeństwem, wymieniani są nawet świadkowie tego wydarzenia) zapewniającym jej życie w dostatku i sławie był urodzony w 1803 roku (zmarł w 1888r. )pianista i kompozytor austriacki, mieszkający w Paryżu Henri Herz. Z tego związku narodziła się córka Henrietta, odesłana przez rodzinę do Szwajcarii, zmarła w wieku 12 lat. Henri Herz studiował w Koblencji i w Paryskim Konserwatorium.  W kwietniu 1833 roku wziął udział w koncercie na cztery fortepiany,  razem  z Fryderykiem Chopinem, swoim bratem Jacques-iem i Lisztem.
                                    
          Portret Henri Herza – litografia 1832.                                          Dom Henri Herza w Paryżu                   
  Koncertował w wielu krajach Europy,  w Stanach Zjednoczonych oraz w Ameryce Południowej, m.in. w Meksyku. Być może podczas tournee  w Rosji poznał czarującą Esther, jednak istnieje wiele innych teorii dotyczących ich pierwszego spotkania.  Wg E. Blavet poznali się w zimny, grudniowy wieczór  na Polach Elizejskich, inne źródła podają jako miejsce poznania bal, inne wiążą to wydarzenie z koncertem Herza w Paryżu.  Prawdopodobne jest także, że spotkali się w modnym w XIX wieku kurorcie Ems (obecnie Bad Ems). Herz skomponował dla niej kilka utworów, m.in. Balladę bez słów na fortepian op. 119 nr 2 z dedykacją „Dla Madame Pauline Villoing”.  Henri Herz  wybudował   w Paryżu  własną salę koncertową,  otwarł również  fabrykę fortepianów. Wraz z Therese  (tego imienia używała po przyjeździe do Paryża) prowadził  modny w kręgach elity paryskiej salon. Bywali w nim literaci, muzycy, m.in. Theophile Gautier, Emile de Girardin (była z nim w związku przez kilka lat), Hans von Bulow, Richard Wagner. 
                                                     Adolphe Montecelli     "Wieczor u Paivy "
 Suknie od najlepszych kreatorów mody, biżuteria i wystawne życie szybko zrujnowało Herza. Dla podreperowania budżetu wyjechał w 1848r. na koncerty do Stanów Zjednoczonych. Jego rodzina, która nie tolerowała Therese Blanche wyrzuciła ją ze swojej posiadłości.  Osamotniona, chora Blanche popadła w biedę, myślała nawet o samobójstwie. Jednak po namowie przyjaciół (z samobójstwem zawsze można poczekać do jutra) udała się do Londynu, zaopatrzona w piękne stroje, gdzie (w Coven Garden- dzielnica Londynu, miejsce spotkań artystów) udało jej się pozyskać względy lorda Stanleya. Wróciła do Paryża w 1850 z ogromnym majątkiem  (wg. E. Blavet) i zakupiła piękną rezydencję na Placu Saint Georges. Wkrótce stała się ona miejscem spotkań elity paryskiej.  W modnym w XIXw. Kurorcie  Baden-Baden   poznała i oczarowała  arystokratę portugalskiego,  markiza (ur. w 1824r.) Albino- Francesco de Paiva  Araujo. Albino urodził się w Makau, w portugalskiej kolonii w Chinach. Ojciec jego był kupcem, po jego śmierci w 1842r. żona wróciła do Europy (Porto w Portugalii).  Zakochany markiz poślubił  Therese  5 czerwca  1851r ( jej pierwszy mąż Francois Villoing’a  zmarł w 1849r). 


                                                Markiz Albino-Francesco de Paiva  Araujo
Ślub odbył się w jednym z paryskich kościołów ( Notre-Dame-de-l'Assomption-de-Passy), a świadkiem na ich ślubie byl Theophile Gautier (wg. H. de Viel - Castel). Dał jej pozycję, fortunę, tytuł  i nazwisko – Markiza La Paiva, którego od tej pory używała. Niestety markiz nie cieszył się względami małżonki, po krótkim pobycie w Portugalii  wrócili  do Paryża. Po dwóch latach markiz opuścił małżonkę  i wrócił do Portugalii. Matka przebaczyła mu niefortunne małżeństwo i liczne długi. O ich małżeństwie pisał w swoich wspomnieniach baron Horacy de Viel-Castel- miłośnik i kolekcjoner sztuki, późniejszy dyrektor Luwru. La Paiva  przyjmowała wielu gości w  swoich salonach.  Kolejnym „amantem”  Paivy był  minister spraw zagranicznych w rządzie francuskim  Antoine X Alfred Agenor, Grammont  książę Bidache  


                                                                   Antoine X Alfred Agenor
(był on również kochankiem słynnej Marie Duplessis – znanej jako Dama Kameliowa Aleksandra Dumas. 
Jednak prawdziwą  miłość życia Paiva znalazła w kasynie w Baden-Baden. Początki związku La Paivy i jednego z najbogatszych ludzi ówczesnej Europy – hrabiego  Guido Henckel von Donnersmarck również nie są jednoznaczne. Wg, Arsena Houssaye młody Guido widywał już wcześniej markizę w wielu miejscach, m.in. w Londynie, Paryżu, Berlinie, a nawet w Konstantynopolu (niewykluczone, że poznali się w 1852r. na przyjęciu wydanym przez konsula pruskiego w Paryżu).
Zakochany, zaproponował jej małżeństwo, jednak było ono niemożliwe aż   do sierpnia 1871, kiedy to  Therese Blanche i Albino Francesco uzyskali rozwód. Już w  październiku (28) tego samego roku markiza bierze ślub z Guido Henckel von Donnersmarck’iem w luterańskim kościele w Paryżu.  Markiz Albino Paiva  nie potrafił się z tym pogodzić i  9 listopada 1872r. zastrzelił się  w Paryżu. W 1857 roku hrabia zakupił dla La Paivy piękny pałac w Pontchartrain, ponadto wybudował (1856-1865) dla niej ekskluzywny  dom na Polach Elizejskich nr 25 (obecnie Hotel La Paiva). Był on dziełem francuskiego architekta i archeologa Pierre’a Manguin, on również na zlecenie Donnersmarcka restaurował pałac w Portchatrain, w którym umieszczono  wannę z żółtego onyksu algierskiego, zaprojektowaną przez Donnadieu (uzyskała ona wyróżnienie w 1867 podczas targów w Paryżu). Markiza kąpała się w  wodzie, szampanie oraz mleku, używała również do kąpieli specjalnych pudrów, które zapewniały gładkość jej skóry. Pałac na Polach Elizejskich wzbudzał wiele emocji w ówczesnym świecie, do dzisiaj uważany jest za symbol II Cesarstwa w architekturze. 

 Do wejścia prowadzą okazałe drzwi wykonane z brązu przez rzeźbiarza Legrain.  Przy aranżacji wnętrz pracowało wielu wybitnych malarzy i rzeźbiarzy francuskich. Wiele elementów wyposażenia pałacu zdobyło nagrody na wystawie powszechnej w Paryżu w 1867r. Plafony malował Paul Baudry, modelką niektórych z nich była z pewnością Paiva  (również rzeźb wykonanych przez m.in. Aube, Barrias, Carrier-Belleuse Dalou Marchioness).  
         Gustave-Clarence-Rodolphe Boulanger, Katarzyna I negocjuje traktat z Turkami (1866)
(Paiva jako Katarzyna I)

Na I – szym piętrze znajdowały się prywatne apartamenty markizy, m.in. luksusowa  łazienka   w stylu mauretańskim, wyłożona ceramiką z Delf i agatem, w której  stała wanna z posrebrzanego brązu, przez trzy kurki do wanny można było nalać wodę zimną, ciepłą lub szampana. Dla Guido był zarezerwowany salon wykończony czarną gruszą, z bardzo bogatą ornamentyką. Donnersmarck sprzedał luksusową rezydencję w 1900r.,  otwarto  w niej pierwszą restaurację na Polach Elizejskich, obecnie mieści się tam luksusowy hotel  „La Paiva”.

Jean – Leon Jerome (1824-1904) - Paiva jako Kleopatra
Artystyczny i modny półświatek Paryża huczy  o ekstrawagancjach pewnej damy – Madame de Paiva, która w swoich osobliwościach przerosła wszystkich swoich poprzedników.  W jej uroczym domu znajdują się wspaniałe schody, w których każdy stopień wykonany jest z solidnego bloku malachitu, wartego  £ 20,000. Zamówiła także naturalnej wielkości portrety u czterech najbardziej cenionych francuskich artystów. Każdy z obrazów ma być tym, co Francuzi nazywają chic (szykowny, elegancki),… Jeden z obrazów jest już ukończony. Ukazuje madame de Paiva jako  Kleopatrę, która aby kusić zimno-krwistego Cezara, dostała się do niego ukryta w zawiniętym dywanie, po którego rozwinięciu podniosła się w całej swej odkrytej piękności. To jest styl w sztuce, którego nie znajdzie się nigdzie  indziej, tylko u „naszych żwawych sąsiadów” (The Mercury 3 maj 1866 tłum. Agnieszka Kowalska)
La Paiva  miała również „słabość” do pięknych i cennych klejnotów. Była stałym gościem jednego z najbardziej znanych jubilerów francuskich – Boucheron’a. Klejnoty dla niej kupował tam również Markiz La Paiva oraz hrabia Guidon Henckel von Donnersmarck. Ten ostatni rocznie wydawał u Boucheron’a ok. 100 000 franków. Rekordem był zakup dokonany przez markizę w dniu 27 października 1882r., kiedy to zakupiła klejnoty za zawrotną sumę  157 957 franków w złocie. (17 maja 2007r. niewielka część kolekcji Donnersmarcka została wystawiona na aukcji w Domu aukcyjnym  Sotheby’s w Genewie, dochód z niej wyniósł aż 13 mln dolarów). 

1/ słynne żółte brylanty Blanki, nazwane brylantami Donnersmarcka sprzedane na aukcji w Genewie, oba zostały zakupione przez nieznanego kolekcjonera za łączną sumę ponad 7 mln 900 tys. dolarów.
2/ tiara drugiej żony (Katarzyny Slepcowej) Guido Henckel von Donnersmarck – niewykluczone, że szmaragdy były wcześniej własnością Blanki
3/tiara markizy La Paiva (Blanki Donnersmarck)

Polityka wpłynęła w sposób zasadniczy na dalsze losy kochanków.   Prawdopodobnie już w 1870r., Guido wywiózł Paivę do Świerklańca, bojąc się o jej życie (była przez Francuzów  posądzana o szpiegostwo). W 1871r. markiza La Paiva, po powrocie do Paryża,   otrzymała unieważnienie małżeństwa i mogła wziąć ślub z Guido. Wrócili razem do Świerklańca (od tej pory występowała jako Blanka – do dzisiaj ludzie pamiętają ją z opowieści rodzinnych pod tym imieniem). Zakochany hrabia rozpoczął budowę nowego pałacu, który miał wzbudzić zazdrość europejskiej arystokracji. Nie odwiódł go od budowy podmokły teren, przygotowano go wbijając w ziemię 2000 dębowych pali, każdy o długości ok. 10 m, które osuszyły teren i na których wzniesiono fundamenty. Projekt Hectora Lefuel’a (był on świadkiem na ślubie markizy i Guido) nawiązywał do paryskiego Wersalu, w pałacu były 34 komnaty o bardzo dużej powierzchni i 6 luksusowych apartamentów wyposażonych w nowoczesne i ekskluzywne łazienki,  nowoczesne systemy ogrzewania i wentylacji.  

                            Hector Lefuel (1810-1881) Pałac w Świerklańcu na Śląsku 1869-1876
Przepiękny pałac, otoczony parkiem stanowił nową siedzibę rodu Donnersmarck. Stał się miejscem spotkań towarzyskich. Niestety, wilgotny klimat Świerklańca nie służył Blance. Chorowała na reumatyzm, a to z kolei spowodowało kłopoty z sercem. Zmarła jednak prawdopodobnie na skutek wypadku, (1884) podczas przejażdżki konnej szal zaplątał się w gałęzie drzew i udusił ją (w podobny sposób zginęła słynna tancerka – Isadora Duncan – uduszona przez szal, który zaplątał się w kolo samochodu). Została pochowana w rodzinnym mauzoleum Donnersmarcków w Świerklańcu. Jednak zanim to nastąpiło Guido Henckel von Donnersmarck, nie mogąc pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony, podobno zakonserwował jej zwłoki i umieścił w jednej z komnat. Sprawę odkryła jego druga żona – Katarzyna Slepcowa. Nie wiadomo, czy to tylko legenda, czy wydarzenie autentyczne.   La Paiva intryguje do dzisiaj, historia jej  życia jest przedmiotem zainteresowania  wielu ludzi na całym świecie, zarówno ze świata nauki jak i poszukiwaczy fascynujących tematów (m.in. Uniwersytet w Pensylwanii). Jej związki z artystycznym światem Paryża XIX w. wymagają jeszcze wielu badań. Stanowiła ona inspirację dla  malarzy, literatów i muzyków. Błyskotliwa i inteligentna, znała kilka języków, grała na pianinie, potrafiła dyskutować na wiele tematów z zakresu sztuki, historii, ale również polityki i finansów.  Z ogromnym rozmachem realizowała swoje cele, była poniekąd mecenasem sztuki. 

W 2010r. w pałacu Cadawal w Eforze w Portugalii zorganizowano wystawę francuskiego artysty Guillaume Pelloux pod patronatem Ambasadora Francji w  Portugalii. Jedną z wystawionych prac był kolaż „Paiva”.
La Paiva doczekała się wielu publikacji na swój temat, książek, artykułów  prasowych. Historia jej życia fascynuje, zachęca do dalszych badań, tym bardziej, że w życiu jej wciąż jest wiele zagadek, czekających na rozwiązanie. 

 Markiza de Paiva czyli Blanka Donnersmarck w dojrzałym wieku.

Ogromna szkoda, że nie dotrwał do dzisiejszych  czasów Mały Wersal zbudowany w Świerklańcu z ogromnej miłości do niej przez jej męża hrabiego Guido Henckel von . Donnersmarcka. Przetrwał dwie wojny światowe, niestety spotkanie z armią czerwoną, szabrownikami oraz  włodarzami tych ziem w latach sześćdziesiątych XXw. doprowadziło do całkowitego zniszczenia Małego Wersalu a nawet starego, posiadającego piastowskie korzenie zamku.  Tylko park z rzeźbami  Fremieta, piękna fontanna, Dom Kawalera oraz kościół z Mauzoleum wskazują na silne związki tego miejsca z Paryżem i  jego wspaniałą kulturą.
Fontanna w Świerklańcu (fot. Irena Lukosz Kowalska)


W  Świerklańcu zachował się tzw. Pałac Kawalera, wybudowany na przyjazd cesarza Wilhelma II ok. 1903r., (na fot. powyżej). W parku odbywają   się różnorodne imprezy (na zdj. Hubertus 2012).

Tekst: Irena Lukosz Kowalska, 08 marca 2013
Bibliografia: to tylko niektóre tytuły poświęcone historii Markizy La Paiva, hrabinie Blance Henckel von Donnersmarck. 

Temat Markizy de Paiva jest fascynujący, jak pisałam wcześniej, wymaga wciąż wielu badań i był wdzięcznym tematem prasowym przez wiele lat.

Znalazłam ciekawy artykuł w Korespondencji z Paryża  z 1906r., w którym autor podaje informację, że gościem  Paivy  bywał również sam Napoleon III. Wspomina również wspaniałą rezydencję markizy:
„Tereny  na Champs  Elysees nabyła Madame de Paiva   od Arsena Houssage, pełnego talentu dyrektora Komedyi Francuskiej. Budowla, która tam wzniosła, nie miała być przeciętnie eleganckim mieszkaniem, ale świątnicą jej piękności. Pałac kosztował sumy bajońskie i przeważna ich część pochodziła od księcia de Morny, którego z Napoleonem III łączyły bliskie węzły  krwi.”

Autor dodaje także, że w łazience wszystkie rękojeści i kurki wykonane były ze złota ozdobionego drogimi kamieniami, a łóżko w sypialni markizy kosztowało 100 000 franków.
I znowu kilka fascynujących informacji dot. markizy - temat ten jest jak rozlewająca się rzeka, wciąż pojawiają się nowe informacje, nowe wątki - jedno jest pewne - niezwykle inteligentna Esther Lachman wciąż "uwodzi" i zdobywa nowych wielbicieli.

Dla zainteresowanych Świerklańcem podaję link do świetnej animacji Karoliny Koszuta ukazującej piękno parku i pałacu  https://vimeo.com/99163666