środa, 23 stycznia 2013

Znani i zapomniani mieszkańcy naszego regionu: Ksiądz Theodor Christoph, Józefa Bramowska-senator, Wilhelm Stempor- Kapelan Dywizjonu 303, Hans Marchwitza-pisarz.

Znani i zapomniani mieszkańcy naszego regionu.

Każde miejsce na ziemi ma swoją  historię, którą tworzą jego mieszkańcy. Na blogu chciałabym podzielić się informacjami na temat niektórych z nich, tych znanych i tych często zapomnianych, mimo że ich życie było fascynujące i nadawałoby się  na scenariusz  ciekawego filmu lub powieści...


 Ksiądz Theodor Christoph



Ksiądz Teodor Christoph urodził się 4 VIII 1839 r. w Sobocisku (Zottwitz) koło Oławy, na Dolnym Śląsku jako syn  miejscowego  nauczyciela  i organisty Franciszek Christopha i jego żony  Franciszki z domu Klinke. Podczas chrztu świętego, udzielonego mu w ósmym dniu życia (12 VIII 1839) r. w miejscowym kościele parafialnym, otrzymał imiona: Franciszek Antoni Teodor. Imię "Teodor" zostało w metryce podkreślone jako najczęściej używane. W 1855 roku zmarł Ojciec ks. Theodora, w następnym roku stracił także Matkę. W 29 roku swego życia napisał w życiorysie, że śmierć rodziców odczuł bardzo boleśnie ("quos morte amisisse valde lugeo"). Pozostało mu tylko wsparcie rodzeństwa, zwłaszcza starszego brata Adalberta, który był księdzem, a także pomoc życzliwych ludzi. Dzięki pomocy Sióstr Elżbietanek, u których mieszkał we Wrocławiu, ukończył Gimnazjum. Interesowal się gornictwem, ciekawe światło na jego wczesne zainteresowanie tym tematem  rzuca dokument Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu z dnia 22 XI 1860 roku, z którego wynika, że już od października 1858 r. (egzamin dojrzałości złożył we Wrocławiu dopiero 18 VIII 1859 roku) przebywał na terenie górnośląskiego okręgu górniczego i już 27 grudnia tego roku tj. zaledwie 3 miesiące po maturze, złożył wymagany egzamin górniczy i został przyjęty do pracy.

Lata 1858-1860 Theodora Christopha były związane z górnictwem, jednak  doszedł do przekonania, że nie jest to jego właściwe powołanie. Jednak bezpośrednią przyczyną odejścia od górnictwa  był wypadek przy pracy i zranienie nogi, o którym wspomniał później swoim uczniom.

19 listopada 1860 r. został immatrykulowany na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego.

Po ukończeniu studiów filozoficzno-teologicznych na Uniwersytecie Wrocławskim, rozpoczął roczny pobyt w alumnacie, będący bezpośrednim przygotowaniem do kapłaństwa.

Wszystkie święcenia kapłańskie, zarówno niższe jak i wyższe, przyjął ks. Christoph z rąk księcia biskupa Henryka Foerstera.

Tonsurę i święcenia niższe otrzymał dnia 21 grudnia 1863 roku, subdiakonat - 9 kwietnia następnego roku, diakonat - 21 maja, a prezbiterat - 28 czerwca 1864 roku.

Dnia 22 X 1864 r. z Kurii Biskupiej we Wrocławiu, wysłano księdzu Teodorowi, przebywającemu po prymicjach w rodzinnym Sobocisku (Zottwitz), dekret powołujący go na stanowisko wikarego parafii św. Marii Magdaleny w Chorzowie.

Oprócz zwykłej pracy duszpasterskiej, katechezy dla dzieci, nauczania wiernych, słuchania spowiedzi, odprawiania Mszy św., ks. Christoph rzucił się w wir pracy stowarzyszeniowej, pogłębiając swoją znajomość języka polskiego.

Zdrowie ks. Christopha stale jednak się pogarszało. Po przeżytej zimie, ponownie, 13 maja 1871 roku zwraca się do Generalnego Wikariatu z prośbą o udzielenie mu urlopu celem podratowania zdrowia i dołącza świadectwo lekarskie, wystawione przez Królewskiego Radcę Sanitarnego dr Bornenbacha. Zaznaczono w nim m.in.: "Na podstawie badania lekarskiego i obserwacji ks. wikariusza Teodora Christopha stwierdzam w ścisłej prawdzie, zgodnie z obowiązkiem, wg mojej najlepszej wiedzy i zgodnie z sumieniem, że ks. Christoph cierpi na ciężki chroniczny katar płuc i znaczne wydzieliny i dlatego wymaga starannej oszczędności, ochrony i stałej lekarskiej opieki i musi się także powstrzymać od długiego i trwałego mówienia i od każdego przeziębienia, które w tutejszym bardzo zimnym powietrzu, w kościele jest prawie nie do uniknięcia".

Podczas pobytu księcia biskupa Henryka Foerstera w Krapkowicach i Dobrej z okazji udzielania sakramentu bierzmowania, została też poruszona sprawa choroby ks. Christopha. Ks. biskup obiecał mu wtedy przekazać małą, samodzielną placówkę. Stało się to tego samego roku, gdy ks. Teodor Christoph został mianowany lokalistą w Miasteczku Śląskim (1871-1893).

W sierpniu 1871 roku, ks. Christoph rozpoczął remont szkoły, który ukończył w listopadzie tego roku. Oprócz budowlanych remontów zajął się duchowym odnowieniem parafii, którą przeprowadził w czasie misji, trwających od 5 do 15 stycznia 1872 roku. Sprowadził do Miasteczka Śląskiego siostry służebniczki, w celu pomocy biednym i cierpiącym. Pomagał w zdobyciu wykształcenia młodym chłopcom z ubogich rodzin, nie patrząc na pochodzenie i wyznanie.

Ksiądz Christoph zajął się odnowieniem i poszerzeniem cmentarza, którego uroczyste poświęcenie przez Komisarza Biskupiego ks. Purkopa nastąpiło 3 listopada 1872 roku.

Jego wielką troską był też rozwój kultu Maryjnego. Bardzo uroczyście obchodzono co roku tradycyjne Święto 7 Boleści N.M.P. 4 IV 1872 roku Mszę św. celebrował ks. Purkop, kazanie wygłosił ks. wikary z Żyglina, a przy spowiedzi wiernych pomagali księża z Tarnowskich Gór, Rept, Lubszy, Radzionkowa, Starych Tarnowic i Piekar. Ks. Teodor Christoph, pełen zapału i entuzjazmu duszpasterskiego przez przeszło 20 lat służył tutejszemu ludowi, aż do chwili swojej świątobliwej śmierci.

10 lutego 1893 r. zmarł ks. proboszcz honoris causa, lokalista, Teodor Christoph, pobożny i świątobliwy kapłan, kapłan rzeczywiście według Serca Bożego "sacerdos vere secundum cor Dei" i został pochowany 15 II 1893 r. przez księdza proboszcza i dziekana z Piekar. Spoczął na cmentarzu w Miasteczku Śląskim.

Z akt dotyczących Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej z siedzibą w Leśnicy wynika, że śp. ks. Teodor Christoph, przed swoją śmiercią ustanowił to zgromadzenie swoim wyłącznym spadkobiercą. Dotyczyło to nie tylko pozostawionego "majątku", ale także parceli na której założono Klasztor Sióstr w Miasteczku Śląskim. Podczas ostatniej choroby księdza, nie zdołano wszystkiego uregulować w administracji państwowej, dlatego też główny kurator Zgromadzenia, ks. dz. Glowatzki z Wysokiej, korespondując z Generalnym Wikariatem we Wrocławiu i Królewskim Urzędem Katastralnym, wspomina o w/w testamencie i ostatecznie załatwił sprawy własnościowe Zgromadzenia Sióstr w Miasteczku Śląskim (Akta dotyczące Sióstr - w Kurii w Gliwicach).

Źródło: Theodor Christoph – wydał ks. Alojzy Koziełek

Diecezja Gliwicka – Ks. T.Christoph – Życie i działalność

Oprac. Irena Lukosz Kowalska.






Józefa Bramowska
10.03.1860 - 24.10. 1942
Józefa Bramowska należy do najwybitniejszych mieszkańców tworzących historię obecnej Gminy Miasteczko Śląskie. Urodziła się w Żyglinie w rodzinie Tomasza i Barbary Batsch z domu Przybyłek. Tam też ukończyła Szkołę Powszechną.
Wyszła za mąż za Piotra Bramowskiego, rolnika z Żyglina.
Urodziła pięciu synów, jak sama mówiła, nauczyła ich, w ślad swego wychowania kochać wszystko, co polskie. 


Józefa Bramowska podczas pobytu w sanatorium.

Potrafiła wspaniale połączyć rolę Matki (ukochanej przez synów - wyraz tej miłości dał syn Stanisław w liście do Rodziców napisanym w dniu 27 grudnia 1914r.) i działaczki społecznej.
Józefa Bramowska propagowała gazety polskie i polskie czytelnictwo, w 1909 roku założyła w Żyglinie Towarzystwo Kobiet, którego celem była m.in. pomoc dobroczynna, ale podczas spotkań kultywowano kulturę polską poprzez śpiewanie pieśni, poznawanie literatury polskiej etc. W sierpniu 1914 roku nałożono na Józefę Bramowską areszt domowy, poprzedzony rewizją, za wygłoszenie płomiennej mowy podczas wiecu kobiet polskich w Bytomiu, na którym wystąpiła jako reprezentantka Żyglina.
Po zakończeniu I-szej wojny światowej Józefa Bramowska reaktywowała Towarzystwo Kobiet w Żyglinie pod nazwą Towarzystwo Polek i przystąpiła do tworzenia tej organizacji w innych miejscowościach powiatu tarnogórskiego, co doprowadziło do objęcia przez Nią funkcji przewodniczącej Zarządu Powiatowego Towarzystwa Polek. 5 listopada 1920 roku zorganizowała I powiatowy Zjazd tej organizacji w Tarnowskich Górach. Jako ciekawostkę można podać, , że od samego początku, tj. od 11 II 1920 r. przewodniczącą lublinieckiego ZTP była Stefania Burzyńska, również z Żyglina.
W 1919 roku Józefa Bramowska została aresztowana i osadzona w więzieniu w Tarnowskich Górach, m.in. pod zarzutem oświadczeń, że Polska będzie, że polskie wojsko idzie na Śląsk, i że najmłodszy syn - Józef (zweryfikowany jako powstaniec śląski), poszedł do wojska polskiego za jej rozkazem.

Józefa Bramowska była jednym z organizatorów pierwszego powojennego wiecu w Bytomiu ( w 1918 roku).
W styczniu 1921 roku jako delegatka powiatu tarnogórskiego uczestniczyła w historycznym Sejmiku Towarzystw Polek w Gliwicach. Na sejmik gliwicki przybyły delegacje z całej Polski.
Józefa Bramowska należała do najaktywniejszych i ofiarnych działaczy w polskiej akcji propagandowej, przemawiając na licznych wiecach i zebraniach wzywając do oddania w Plebiscycie głosu na rzecz Polski.
W domu Państwa Bramowskich zawsze znajdowali schronienie ścigani przez bojówki niemieckie powstańcy i działacze polscy. W czasie III powstania śląskiego w ich domu mieścił się powstańczy magazyn broni.
Szczególnie w pierwszym okresie, w latach 1918/1919, tj. przed przybyciem na Górny Śląsk Komisji Międzysojuszniczej, życie Józefy Bramowskiej było wiele razy zagrożone ze strony bojówek niemieckich, zwłaszcza "Grenzschutzu", który niejednokrotnie napadał na gospodarstwo Bramowskich.
W latach międzywojennych Józefa Bramowska nadal aktywnie działała w ruchu kobiecym, wybrana została do Zarządu Głównego Towarzystwa Polek.




W lutym 1926 roku otrzymała z Warszawy, z Narodowej organizacji Kobiet mieszczącej się przy ul. Nowy Świat 42 pismo następującej treści:

Czcigodna i Droga Pani!
Ćwierć wieku upłynęło od chwili rozpoczęcia Twej zbożnej i znojnej pracy wśród sióstr Twych na Górnym Śląsku.
W chwilach najcięższego prześladowania niemieckiego stałyście w Towarzystwie Polek na straży Waszych ognisk rodzinnych, broniłyście dusz Waszych dzieci - i dzięki Wam - przede wszystkim Śląsk polskim pozostał.
Dziś, gdy w wolnej Polsce nadszedł czas ciężkiej próby przesilenia gospodarczego, które sprowadzą bezrobocie, głód i nędzę także u Was na Górnym Śląsku - zwracamy się do Was kobiet Ślązaczek - a przede wszystkim do Ciebie, Droga Honorowa Przedstawicielko, która mimo wieku i sił steranych pracą i walką, masz zawsze gorące serce i duszę silną - pełną miłości Ojczyzny, - nie upadajcie na duchu - pomóżcie przetrwać próbę, z której korzystać chcą wrogowie.
Przy Tej Jubileuszowej rocznicy Twej - Droga Pani - przesyłamy Ci w dowód czci i uznania obraz Królowej Jasnogórskiej - u stóp której uczyłaś się mowy polskiej i z Której pomocą dokonałaś wielkiej pracy dla Polski. Niechże Cię i nadal Ona prowadzi i swą Najświętszą opieką otacza.
Zarząd Główny Narodowej organizacji Kobiet.

Fascynowały się Nią kobiety francuskie. 
Przewodnicząca Pierwszego Posiedzenia Kobiet we wschodniej Francji, Markiza de Loys - Chandieu tak pisała w posłaniu przesłanym  Pani Senator J. Bramowskiej:
"My, kobiety alzackie dziękujemy Pani Bramowskiej za jej wyrazy sympatii i za jej pouczenia, będące wynikiem długoletniego doświadczenia. Słowa jej przyszły do nas w chwili, gdy podjęłyśmy się wielkiego wysiłku, by zgromadzić wszyskie kobiety wschodniej Francji celem zorganizowania dnia kobiet dla zdobycia cywilnych i politycznych praw dla kobiety. Obyśmy mogly, idąc za przykładem wielkiej Polski walczyć bez załamania się o prawa kobiet i Ojczyzny!"

Józefa Bramowska dwukrotnie wchodziła w skład Senatu Rzeczypospolitej. Pierwszy raz wybrana na Senatora w 1928 roku, ponownie weszła do Senatu w 1935 roku, z listy nr 1 na miejsce Gen. Kołłątaj-Srzednickiego, który zrzekł się mandatu.
Od 1928 roku Senator Józefa Bramowska pełniła funkcję Przewodniczącej Kobiet Śląska. W 1935 roku Towarzystwo Polek zorganizowało uroczyste obchody 75-lecia urodzin Józefy Bramowskiej, połączone z Akademią w Teatrze im. St. Wyspiańskiego w Katowicach.
W uroczystości brał udział m.in. wojewoda śląski Michał Grażyński, Tadeusz Saloni i in.

Prasa publikowała wiersz, napisany dla Dostojnej Jubilatki:

Ku uczczeniu 75 lat życia
P. Senatorki Józefy Bramowskiej.
Trzy ćwierci wieku
Dźwigasz na swych barkach
Ciągnąc za sobą łańcuch
Ciężkich w życiu chwil.
Trzy ćwierci wieku
Dźwigasz w ręku sztandar,
Na którym biały Orzeł
W oczach twoich lśni!
Niezapomniane przeszłaś
W życiu losy,
Których cierpieniem
Była miłość kraju-
Niezapomniane zbierałaś
Też ciosy
Za wierną służbę
Pełną trudu, znoju!
Przed sobą składasz
Rachunek sumienia,
Że strzegłaś hasła -
Na bóle niepomna _
"Bóg - Rodzina - Ojczyzna"
Twoim drogowskazem.
Który wypełnia ściśle
Za duszy rozkazem.
Wpajasz te ideały
W pokolenia młode
I służysz wciąż przykładem
Szerząc jedność, zgodę.
Dzisiaj Ci oddajemy
Cześć dla zasług Twoich!
Przyjmij wyrazy hołdu
Od wszystkich sióstr Twoich!
Dziś po wędrówce
Tak żmudnej. Ofiarnej
Stajesz się cichą,
Szczęśliwą, spokojną,
A za Twą pracę ofiarną,
Niech Twe drogie imię
W sercach i duszach Polek
Nigdy nie zaginie!
Senator Józefa Bramowska była bardzo czynną osobą, uczestniczyła w wielu ważnych wydarzeniach . 26 kwietnia 1936 roku odbył się w Lubszy I Zjazd członków byłego I lublinieckiego baonu powstańców. Na Zjazd przybyło 380 członków m.in. z Kalet, Dyrdów, Woźnik, Koszęcina i in. Po uroczystej Mszy św. Z udziałem wielu znakomitych gości odbyło się spotkanie w Sali u Moniki, gdzie owacyjnie przyjęto Panią Senator Józefę Bramowską. Bramowska w przemówieniu zwróciła uwagę na konieczność współdziałania organizacji powstańczych i Towarzystwa Polek w celu podniesienia wielkości i znaczenia  Ojczyzny.
Po zajęciu przez Niemców w 1939 roku Śląska Senator Józefa Bramowska znalazła się na liście działaczy polskich przeznaczonych do wywozu do obozu koncentracyjnego.
Od aresztowania i osadzenia w obozie uratował Ją zły stan zdrowia i podeszły wiek. Józefa Bramowska zmarła w Żyglinie 24 października 1942 roku.
Pochowana została na cmentarzu w Żyglinie.
Senator Józefa Bramowska posiadała liczne odznaczenia, m.in. Krzyż Oficerski "Polonia Restituta". Z całą pewnością należy do grona najwybitniejszych śląskich działaczy społecznych, walczących o polskość Śląska i o prawa kobiet.











Związki Tarnowskich Gór z Dywizjonem 303.

na fot. ks. Wilhelm Stempor - kapelan Dywizjonu 303  (w mundurze)

Tym razem  chciałam przypomnieć sylwetkę ks. ppłk. Lotnictwa - Wilhelma Stempora - kapelana legendarnego Dywizjonu 303 oraz 316. Urodził się 24 czerwca 1913 roku w Piekarach-Rudnych (Bobrowniki) w rodzinie mistrza piekarskiego Wincentego i Berty z d. Kubica. W 1937 roku rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze (pow. Wolsztyn, woj. wielkopolskie). Wybuch wojny nie pozwolił rozpocząć nauki na czwartym roku, Seminarium zamknięto. Ks. Wilhelm Stempor wrócił wtedy do domu rodzinnego w Piekarach Rudnych (pow. Tarnowskie Góry), gdzie początkowo pracował jako pomocnik w piekarni. Jednocześnie podjął działania umożliwiające kontynuację studiów, poprzez Wiedeń udało mu się dostać do Włoch i podjąć studia w seminarium w Cineto Romano, a następnie w Roviano. Po opowiedzeniu się Mussoliniego po stronie Niemców ks. Stempor uciekł do Francji, gdzie podjął studia pod Paryżem. Jednak i tutaj nie pobył dłużej, wtargnięcie Niemców do Francji spowodowało zamknięcie Seminarium. Ks. Wilhelm wraz z grupą kleryków uciekał na południe, w przeciągu jedenastu dni pokonali pieszo ponad 500 km, docierając do Agen. Po zawieszeniu broni skierowano ich do Bordeaux, a następnie do Seminarium Zgromadzenia pod Anignom- Notre Dame de Lumieres (Vancluse). Tam ks. Wilhelm Stempor skończył studia i otrzymał święcenia kapłańskie. W 1941 roku otrzymał placówkę w Montestruc s. Gers jako kapelan zdemobilizowanych polskich żołnierzy., ponadto dojeżdżal do Auch, gdzie również odprawiał msze dla żołnierzy. Jednocześnie Polski Czerwony Krzyż powierzył ks. Stemporowi opiekę nad rozrzuconymi w całym departamencie Gers Polakami.
W miasteczku Fleurance założył wraz z żołnierzem Tuczapskim polską szkołę, nauka odbywała się w domu Państwa Prochoń. Obok nauki języka polskiego, religii, historii i geografii ks. Stempor przygotowywał dzieci do I-szej Komunii Świętej. W tym czasie ksiądz Wilhelm Stempor organizował pielgrzymki do Lourdes, pomagając przy okazji w ucieczkach do Hiszpanii. Dzięki komendantowi obozu Ledoux, który bardzo lubił Polaków, władał polskim językiem (przed wojną studiował w Krakowie) wielu żołnierzy uciekło z obozu. Również ks. Wilelm Stempor wraz z ks. Adolfem Stopa, dwoma lekarzami obozowymi i jednym Marokańczykiem uciekł dzięki pomocy zaprzyjaźnionych Francuzów z obozu. Trzy dni i noce trwała trudna wspinaczka na granicy francusko-hiszpańskiej, pilnie strzeżonej przez niemieckich żołnierzy. Jednak udało im się dotrzeć do Leridy, a następnie Barcelony, gdzie zaopiekował się nimi Polski czerwony Krzyż. Po dwóch miesiącach legalnie dotarł do Villa Real w Portugalii, a stamtąd statkiem do Gibraltaru. Pod koniec listopada 1943 roku, po dziesięciodniowym rejsie statkiem dotarł do Glasgow w Szkocji. W zaplombowanym wagonie przewieziono go wraz z innymi do obozu dla uciekinierów w Londynie ,tzw. "Patriotic school". Dzięki interwencji Polowej Kurii Biskupiej w Wigilię Bożego Narodzenia został wypuszczony. Najpierw pełnił posługę w kościele na Devonia Road, po czym ksiądz Wilhelm Stempor otrzymał nominację na kapelana myśliwskiego Dywizjonu 303 im. Tadeusza Kościuszki, (3 Polskie Skrzydło Myśliwskie). W styczniu 1944 roku Dywizjon stacjonował w północnej Irlandii, w niewielkiej miejscowości Ballyhalbert, dotąd Dywizjon nie posiadał własnego kapelana, więc Ks. Stempora przyjęto bardzo życzliwie. Jednocześnie sprawował funkcję Kapelana w stacjonującym w Anglii, koło Blackpool Dywizjonie 316. Po odprawieniu Mszy w Dywizjonie 303 ksiądz Stempor leciał samolotem (pilotowanym przez wyznaczonego pilota - żartobliwie zwanego ministrantem) , aby o godzinie 11,00 odprawić Mszę św. Dla Dywizjonu 316. W maju 1944 roku Dywizjon 303 skierowano na południe Anglii, jako ochronę dla statków. Były to najcięższe dni dla polskich lotników, codziennie przeżywano naloty niemieckich samolotów i bombardowania V-1 i V-2.
Mimo to, dzięki mechanikom, którzy całe noce spędzali na naprawianiu maszyn, codziennie wczesnym rankiem były one gotowe do wykonywania zadań bojowych. Wg prawa angielskiego w czasie wojny można było odprawić w niedzielę tylko jedną Mszę św., a całe nabożeństwo nie mogło trwać dłużej niż pół godziny. W czasie inwazji Dywizjon zmieniał lotniska, mieszkając w murowanych koszarach lub namiotach. Dla obrony przed V-1 Dywizjon 303 pełnił funkcję trzeciej linii obronnej, po działach rozstawionych nad kanałem la Manche i balonach. Dywizjon w tym okresie miał bardzo dużo zestrzeleń, jednak ponosił też straty. 1 września był świętem dla Dywizjonu, w 1944r. ustawiono w hangarze ołtarz na tle samolotów, przybył na nią również pułkownik Bajan. Po zakończeniu wojny lotników umieszczono w barakach, warunki bytowania pogarszały się z każdym dniem, wielu miało dylemat, co robić dalej. Ksiądz Wilelm Stempor tęsknił za swymi Rodzicami i postanowił wrócić do domu. Pod jego wpływem wielu żołnierzy podjęło taką samą decyzję, załadowano ich w szkockim porcie na statek i przy akompaniamencie "Góralu, cz Ci nie żal.." w wykonaniu angielskiej orkiestry ruszyli w kierunku Polski. Po załatwieniu formalności ksiądz Wilhelm Stempor udał się w rodzinne strony i 17 maja 1947 roku w rodzinnej Parafii w Bobrownikach odprawił pierwszą Mszę św. dla swoich najbliższych. Ksiądz Stempor wrócił do zgromadzenia i otrzymał pracę jako profesor języka francuskiego i angielskiego w Małym Seminarium w Lublińcu. Niestety, po roku ciężko zachorował, po kilkumiesięcznej Kuracji w sanatorium odzyskał siły i rozpoczął pracę Misjonarza, przemierzając kraj i głosząc Ewangelię pokoju i miłości, aby na świecie  już nigdy nie było  wyniszczającej ludzkość  wojny. W 1949 roku ks. Wilhelm Stempor został mianowany rektorem Kościoła w Grotnikach. W ostatnich latach życia pełnił posługę w parafii w Bobrownikach, został pochowany na miejscowym cmentarzu ( zmarł 16 kwietnia 1990 roku).





Hans Marchwitza (25.06.1890r. - 17.01.1965r.) 

Hans Marchwitza na wydanym w 1966 w byłej NRD znaczku pocztowym.

Kolejna, tym razem zapomniana postać związana z naszym regionem to Hans Marchwitza. Urodził  się w Piekarach - Szarleju 25 czerwca 1890 roku, zmarł 17 stycznia 1965.
Marchwitza był synem górnika Thomasa Marchwitza (pochodzącego z Żyglina) i Tekli Maxisch. Urodził się w Szarleju. Mając czternaście lat rozpoczął pracę w kopalni, w 1910 roku wyjechał do pracy w Zagłębiu Ruhry. Dwa lata później został zwolniony z pracy za udział w strajku. W 1915 roku został powołany do wojska. Służył na froncie zachodnim do 1918 roku.
W 1919 roku wstąpił do Niezależnej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, a w 1920 roku do Komunistycznej Partii Niemiec, po zajęciu przez Francję Zagłębia Ruhry walczył w ruchu oporu. W międzyczasie ponownie stracił pracę za udział w strajku. W tym czasie napisał swoje pierwsze utwory literackie, opublikowane po 1924 roku w prasie komunistycznej.
W 1929 roku został zaproszony wraz z wieloma innymi pisarzami i dziennikarzami do Związku Radzieckiego. W 1930 roku opublikował swoją pierwszą książkę - Sturm auf Essen, będącą sprawozdaniem z walki w Zagłębiu Ruhry w 1920 roku. Po przejęciu władzy przez nazistów, w 1933 roku uciekł do Szwajcarii, skąd po roku został wydalony. Do 1935 roku pracował dla partii komunistycznej we Francji i walczył jako oficer w hiszpańskiej wojnie domowej. Znalazł się (obok m.in. Thomasa Manna i in.) na liście pisarzy zakazanych w III -ciej Rzeszy.
W 1938 roku, po powrocie z Hiszpanii został aresztowany, w 1941 roku udało mu się uciec do Stanów Zjednoczonych, gdzie został zatrzymany. W 1946 roku powrócił do Niemiec, najpierw do Stuttgartu, w 1947 roku przeniósł się do Babelsbergu w radzieckiej strefie okupacyjnej. Stał się członkiem-założycielem Akademii Sztuk NRD, za co w 1950r. i kolejnych latach otrzymał nagrodę państwową. W 1959 roku został mianowany attache kulturalnym w Pradze, urząd ten piastował do 1955 roku. Odznaczony został orderem Karola Marksa, otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Humbolta. Zmarł 17 stycznia 1965 roku w wieku 75 lat w Poczdamie.
Jedną z najciekawszych dla naszego regionu jest autobiograficzna książka Hansa Marchwitza pt. "Moja młodość", w której opisuje swoje dzieciństwo spędzone w Szarleju. Wspomina również wyprawy na odpust w Żyglinie.
Poniżej fragment polskiego wydania - Książka i Wiedza 1950 Hans Marchwitza "Moja młodość".
"Gdy jeszcze mieszkaliśmy na ulicy Kanałowej, jeździliśmy kilkakrotnie podczas odpustów do Żyglina. Tam, w chałupie o czterech pomieszczeniach, mieszkała z zamężną córką, Klarą, babka Tomkowa, kobieta wysoka, koścista i już zgięta w plecach. Do niskiej izby mieszkalnej dwie krowy wystawiały swe rogate głowy przez szparę z obory. Po uściskach i pocałunkach udawaliśmy się z babką do kościoła położonego po drugiej stronie drogi, a po mszy babka pokazywała nam zawsze grób dziadka, który miał imię Jan, tak jak ja.
Niekiedy podczas obchodu pól babka opowiadała nam, jak niegdyś dziadek kijem grzbiet jej siniaczył, gdy nie miał na kim innym wyładować swej złości. Był bowiem porywczy i szybko denerwował się.
Ojciec przypominał sobie, że duża i silna matka znosiła wszystko cierpliwie i nie broniła się nigdy. A to dlatego - objaśniała babka - że po takim wyładowaniu się dziadek długo i spokojnie pracował. Wśród rozmowy oprowadzała nas powolutku wokół swego pola, jakby chciała, by tych kilka morgów wydało nam się większe".